Cześć!Bardzo się cieszę, że mogę napisać dla Was kolejny post! Na wstępie od razu chciałabym Wam podziękować za to, że się martwicie o mnie i piszecie mi takie miłe komentarze
, które mi się tak bardzo miło czyta kiedy leżę sobie w szpitalu.
Wczorajszego dnia odbył się zabieg. Zabieg założenia szwu McDonalda na szyjce macicy. Rano położne dały mi leki zobojętniające treść żołądka i leki przeciw zachłystowemu zapaleniu płuc, gdyby miało coś się wydarzyć
O godzinie 11:00 byłam na sali operacyjnej. Ludzie, którzy byli tam przy mnie bardzo się mną opiekowali. Trzech lekarzy anestezjologów rozmawiało ze mną, wytłumaczyło mi co po kolei będzie się działo. Cały czas podtrzymywali rozmowę ze mną i uspakajało mnie od samego początku.
Dostałam zastrzyk znieczulający w plecy, (boli mniej niż zakładanie wenflonu, ale najbardziej boli rozpieranie mięśni przez leki) dokładnie w część lędźwiową. Już po 5 min nie czułam nic od pasa w dół. Podali mi kroplówkę. Następnie lek, abym nie zemdlała i cały czas była przytomna. Po rozpoczęciu zabiegu, zaczęło mnie boleć uciskanie doktora, to dali mi leki na uspokojenie i maskę z tlenem.
Po 10 minutach miałam już założone szwy. Lekarze cały czas rozmawiali do mnie i zmuszali do tego bym była cały czas przytomna i świadoma co się dzieje. Założyli mi cewnik. Nie bolało, nic nie czułam.
Po zabiegu przełożyli mnie na swoje łóżko i zawieźli na dwie godziny na sale po operacyjną, aby zmonitorować czy wszystko dobrze idzie.
Troszkę spać mi się chciało, ale przy tych wszystkich emocjach i pikaniu urządzeń nie dało się zdrzemnąć.
Po 2 godzinach, wszystko było dobrze więc znowu zawieźli mnie do mojego pokoju i mojej sąsiadki. Kiedy znieczulenie przestawało działać zaczęłam mieć skurcze, więc zrobili mi KTG, podali mi dożylnie Paracetamol.
Wszystko było w porządku, w końcu po jakiś 16 godzinach mogłam zjeść i się przekręcić na boki. Zjadłam obiad i szybko zasnęłam.
Dziś rano po obchodzie zdjęli mi cewnik, również nie bolało. Poszłam na badanie ginekologiczne, a później na pobranie krwi.
Jutr prawdopodobnie mnie wypiszą już do domu, ale do szkoły już chodzić nie będę. Mam zalecony leżący tryb życia, bardzo oszczędny. Mało dźwigania, chodzenia. Więcej leżeć i poobijać się.
Czy to koniec mojego spędzania czasu po za domem i chodzenia po lekarzach. Heh. Chciałabym, ale niestety, teraz będę pod opieką lekarza w przychodni przyszpitalnej.
Kiedy zacznie zbliżać się 37 tydzień ciąży, znowu przyjdzie mi się spotkać z oddziałem patologii i zdjęciem szwu. Wtedy też okaże się, czy będę rodzić naturalnie czy też nie. Ale jeszcze 11 tygodni przede mną, a teraz trzeba się oszczędzać i dbać o zdrówko.
P.S chciałabym Wam pokazać jakieś zdjęcia, ale telefon się utopił i nie ma jak ich zrobić. Wybaczcie.
Na dziś to wszystko. Chciałabym Wam jeszcze raz mocno mocno podziękować za to, że jesteście. Za Wasze wsparcie.
Zapraszam Was do komentowania i obserwowanie, by być na bieżąco.
Ostatni post Pierwszy najboleśniejszy zastrzyk....
W swoim życiu miałam sporo wenflonów i nie uważam je za jakoś wyjątkowo bolesne. Uważam, że człowiek beznadziejnie czuje się po narkozie. Przynajmniej ja tak miałam. Poza tym dbaj o zdrówko i uważaj na siebie :)
OdpowiedzUsuńPamietam moj piereszy wenflon.. Straszne uczucie. Nienawidze szpitali i osrodkow zdrowia, fajnie ze opisujesz swoje przezycia i jak to wyglada :D
OdpowiedzUsuńhaha, dzięki ^^
UsuńJa osobiscie wenflon miałam raz i to jako mała dziewczynka . Zdrówka życze
OdpowiedzUsuńDziękuję ^_^
UsuńJesteś bardzo dzielna - oby cała ciąża przebiegła pomyślnie. Teraz tylko czekać na maleństwo.
OdpowiedzUsuńWracaj do domu i odpoczywaj. Wszystkiego dobrego!
Dziękuję bardzo ^_^ Cierpliwie uzbrajam się w cierpliwość i najwyższy stopień dbania o siebie.
UsuńJestem u Ciebie na blogu pierwszy raz ale bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki! Jesteś bardzo dzielna z tego co zdążyłam przeczytać. Trzymaj się kochana. <3
OdpowiedzUsuń● malgorzatt.blogspot.com
Dziękuję ^_^
Usuń